0%

Zygmunt Miłoszewski – Szacki. Trylogia kryminalna

0

Kto jest najbardziej polskim pisarzem? Zapomnij o Sienkiewiczu, Słowackim, czy tych litewskich agentach Mickiewiczu i Miłoszu. W moim prywatnym rankingu na pierwsze miejsce właśnie wskoczył Zygmunt Miłoszewski, który w słowa żółć i paździerz tchnął nowe życie.

Trylogia o prokuratorze Szackim jest zdecydowanie najbardziej znanym fragmentem dorobku Miłoszewskiego. Na moment pisania tego tekstu, jest też dla mnie jedynym. Ale cóż to za kawałek literatury!

Można oczywiście spłycić całą historię i sprowadzić ją do czytadła, kryminału i zastanawiania się, kto tym razem jest złoczyńcą. Ja podczas lektury miałem jednak nieodparte wrażenie, że to tylko dodatek. Prawdziwa wartość kryje się bowiem nie w sprawnie poprowadzonej intrydze, ale w postaciach, miejscach, opisach i wszelkich didaskaliach, które budują nastrój opowieści. Pozwalają się wczuć w wydarzenia, które autor przed czytelnikiem rozwija, nadają im autentyczności i wiarygodności. Nie zawsze się to udaje, zdarzają się momenty, w których brwi unoszą się z niedowierzaniem, ale to w końcu literatura, a nie dokument. Ba, pokuszę się nawet o stwierdzenie, że pewna doza nieprawdopodobieństwa nadaje całości tego charakterystycznego posmaku, dzięki któremu czyta się to błyskawicznie.

Kraj żółcią płynący i paździerzem stojący

Co jest więc głównym elementem tych książek, jeśli nie zagadka kryminalna? A to Polska właśnie. Polska, która u Miłoszewskiego nie jest idylliczną krainą pól malowanych zbożem rozmaitem, w której można boso hasać niczym po skąpanej w rosie łące. Jedynie nią bywa. A i to na tyle rzadko, że nie sposób uznać tego za normę.

To kraj przaśny, z ambicjami, ale przede wszystkim z pretensjami, niespełnionymi nadziejami i niedotrzymanymi obietnicami. Zrodzony na płycie paździerzowej i przesiąknięty żółcią. Mleko i miód można znaleźć tylko w Almie. A nie przepraszam. Nawet Alma zdążyła już zbankrutować.

Właśnie te dwa słowa: „żółć” i „paździerz”, praktycznie niewymawialne dla obcokrajowców, stanowią kwintesencję mentalności zamieszkującego te ziemie ludu. Oddają wszechobecne prowizorki, wychodzącą z butów słomę, zaniedbane kamienice w środku miasta, które straszą wybitymi szybami, niczym zepsuty ząb w szerokim uśmiechu popularnego aktora z telenoweli.

To także zawiść i czerpanie radości życia z doszukiwania się przejawów tego, że inni mają gorzej. A jeśli powodzi im się lepiej, to z pewnością bliżej im do złodziei niż do ciężko harującej, zdrowej, patriotycznej, katolickiej tkanki polskiego narodu. To połączenie „tumiwisizmu” z „czy się stoi” oraz „schadenfreude” dające efekt przesiąkniętego żółcią koktajlu, zatruwającego serca i umysły od pokoleń. Dlatego tak istotną częścią powieści jest historia, pełna trupów w szafach, nierozliczonych grzechów z przeszłości i prywatnych skaz, które zawsze znajdą sposób na to, aby skłócić wciąż żyjących.

Z kamerą wśród zwierząt

Ale nie jest też tak źle. Jest przecież jeszcze prokurator Szacki. Gwiazda palestry. Niezłomny szeryf, który przestępcom i mediom się nie kłania. Postępujący zawsze w zgodzie z literą prawa i bezwzględnie ścigający przestępców. Najlepiej, jeśli popełnili jakieś efektowne morderstwo. Zwyczajne pijackie porachunki, to w końcu nuda niegodna majestatu i powagi prokuratora.

Nie zdradzę chyba zbyt wiele, pisząc, że akcja każdej z książek rozgrywa się w innym miejscu. Są to kolejno Warszawa, Sandomierz i Olsztyn. I każdemu z tych miast dostaje się za swoje. Nie tylko zresztą miastom jako takim, ale także ich mieszkańcom. Szacki uważa się bowiem za kogoś stojącego mentalnie znacznie wyżej w człowieczej hierarchii. Jest inteligentniejszy, bardziej przebiegły, sprytniejszy, obdarzony poczuciem humoru i wiedzą odpowiednią do tego, by poradzić sobie z każdym przeciwnikiem.

Ludzie, z którymi przychodzi mu się spotykać, często go brzydzą, traktuje ich jako konieczne zło, niedogodność, z którą musi sobie poradzić. I chociaż wraz z kolejnymi stronami, kolejnych książek dokonuje się pewna ewolucja bohatera, to jego wewnętrzne przekonanie o własnej wyższości pozostaje niezmienne.

szacki_trylogia

Uwikłanie, Ziarno prawdy i Gniew przeczytałem jednym tchem i polecam z czystym sumieniem zarówno tym, którzy szukają wciągającej historii, zawiłej fabuły i krwistych bohaterów, jak i tym, którzy przyjemność z lektury czerpią z odnajdywania smaczków. A tych na pierwszym, drugim, trzecim i dalszym planie, Miłoszewski pozostawił co niemiara.

Maku ocenia: czytaj, nie pytaj.

Zdjęcie główne – kadr z filmu „Ziarno prawdy” Borysa Lankosza, fot. materiały promocyjne / Next Film