0%

Muzyczna lista wstydu #1 Znasz je wszystkie, ale boisz się do tego przyznać

0

Mam gust. Wiem, co mi się podoba. Co lubię, a czego nie znoszę. Są jednak takie obszary świadomości, co do których mam wątpliwości, czy wypada się nimi dzielić. Kto w końcu chciałby się przyznać, że obciachowa muzyka wpada mu czasem w ucho i nie chce już stamtąd uciec? Takich piosenek, które dla wielu mogą być powodem do wstydu, mam w zanadrzu całkiem sporo (nie udawaj – też masz ich bez liku!). Dlatego dziś rozpoczynam muzyczne wyjście z szafy! Nie samym Archive człowiek żyje!

Bob Sinclair – Cinderella

Wakacje wciąż trwają, a ten utwór jest dla mnie ucieleśnieniem (nomen omen) tego czasu. Jest lekko, melodyjnie, skocznie. Słoneczny klimat, imprezowy nastrój – mamy tu wszystko, co potrzebne. No i nie będę ukrywał, że teledysk jest tutaj niezwykle istotny. A szczególnie tytułowy Kopciuszek, czyli pochodząca z Ukrainy Alyona Ponomarenko, czyli wcielenie wakacyjnej przygody.

Sylwia Grzeszczak – Księżniczka

Był Kopciuszek, czas więc na prawdziwą księżniczkę. Mam niewytłumaczalną słabość do tego utworu. Może wychodzi ze mnie głęboko ukryty romantyk, a może po prostu urzekła mnie siła głosu wokalistki. Może i teledysk z malowniczym zamkiem Książ odgrywa tutaj istotną rolę. Faktem jest natomiast, że kiedy słyszę go w radio w samochodzie, to głośność idzie w górę.

Backstreet Boys – The Call

Ok, rozkręcamy się na dobre. Backstreet Boys to zdecydowanie nie jest zespół, którym można się pochwalić, ale jeden z utworów mimo upływu lat, wciąż tkwi w mej głowie. I tutaj teledysk jest istotny. Mroczny jak na wizerunek boysbandu, zrywający nieco z grzecznym ich postrzeganiem i przede wszystkim wpadający w ucho. Grammy bym za to nie przyznał, ale coś w nim jest.

Nickelback – Lullaby

Kolejna piosenka, którą słysząc w aucie, muszę słuchać głośniej niż zwykle. Trochę to obciach, bo w końcu Nickelback to takie kanadyjskie Ich Troje, ale cóż, mówi się trudno. Usłyszałem tę piosenkę, wracając z wakacji w Karpaczu. Zatrzymałem się na obiad w przydrożnej restauracji i czekając na jego podanie, zerkałem kątem oka na telewizor. Od tego dnia minęło kilka dobrych lat, a ja wciąż się wzruszam na wspomnienie tragicznej historii, o której opowiada. Ale teledysku już więcej nie oglądałem ;)

Justin Timberlake – Cry me a river

Na koniec pierwszego zestawienia znany wszystkim Justyn z Tymbarka. Muszę przyznać, że przeszedł on długą drogę od N’Sync do solowej kariery i wysmakowanego popu, jaki aktualnie tworzy. Dla mnie takim momentem przejścia był właśnie ten utwór. Z intrygującym teledyskiem, Timbalandem w tle i aluzją do burzliwego związku z Britney Spears. Wszystko tu zagrało, dzięki czemu nawet po latach Cry me a river wciąż brzmi po prostu dobrze.

To nie koniec

Jak wspomniałem na początku, moja muzyczna lista wstydu jest dość obszerna, więc nie poprzestanę na tym jednym zestawieniu. Jeśli jesteś ciekaw, co jeszcze trzymam w zanadrzu, to zachowaj czujność – będzie się działo.

Zdjęcie główne autorstwa Incase

  • Justin i Bob Sinclar są na mojej prywatnej top-liście i już wyrosłam z wstydzenia się tego. Polskich hitów w stylu Sylwii Grzeszczak nie jestem w stanie słuchać, bo czuję jak mi się topi mózg. Kiedyś zrobię swoją listę wstydu i to dopiero będzie jazda! Jak nie słyszałeś nigdy indyjskiego disco-polo, to GET READY ;)

  • Haha, to trzeba się wstydzić lubienia tych piosenek? ;)
    Trzy ostatnie pozycje to świetne popowe utwory. Wstydziłabym się, gdybym słuchała tylko i wyłącznie polskiego disco-polo, a reszta to kwestia gustu :)

    • To bardziej taka mała prowokacja ;) A znalazłoby się jeszcze sporo takich „kontrowersyjnych” utworów :)