0%

Jeffrey Eugenides – Intryga małżeńska Młodość, studia, seks i podróże

0

Młodzieńcze ideały, dyskusje po świt, poszukiwanie sensu życia, odkrywanie tego, co świat ma do zaoferowania, miłosne wzloty i upadki. Brzmi jak fragment mojego życiorysu, a tymczasem jest to najkrótsze streszczenie powieści Intryga małżeńska Jeffreya Eugenidesa.

Do jej przeczytania zabierałem się dłużej niż student do nauki przed sesją, co biorąc pod uwagę, że akcja książki toczy się właśnie wokół trójki studentów, może być pewnym usprawiedliwieniem. Ostatecznie jednak podniosłem ją z kupki wstydu, kończąc tym samym oficjalnie jej czytelnicze vacatio legis.

Już na wstępie powiem, że nie żałuję tych kilkunastu wieczorów spędzonych z Madaleine (piękna dwudziestolatka o ciemnych włosach) i dwójką krążących wokół niej facetów (nie pamiętam jak wyglądali), tworzących skomplikowany w swej prostocie miłosny trójkąt. Dlaczego prosty? Bo w ostatecznym rozrachunku zawsze chodzi o pieniądze uczucia. A dlaczego skomplikowany? Bo nic nie jest tutaj oczywiste i co jakiś czas byłem zmuszony zmieniać zdanie o danej postaci. Te same wydarzenia, te same sytuacje i rozmowy pokazane oczami każdego z bohaterów, nabierały bowiem zupełnie innego sensu. Autor stopniowo i niespiesznie odkrywa karty, dzięki czemu odsłaniają się ich prawdziwe motywacje i uczucia.

Wszyscy w sali wyglądali tak upiornie, że naturalny, zdrowy wygląd Madaleine wydawał się podejrzany niczym głos oddany na Reagana.

Tak jak w życiu. Rzadko można od razu zrozumieć i poznać drugą osobę. Potrzebny jest czas. W przeciwnym razie oceniając innych łatwo wpaść w pułapkę stawiania się na moralnie wyższej pozycji. Bezpodstawnie uwierzyć, że moje doświadczenia, mój ogląd sytuacji, moje motywacje są jedynie słuszne. Tylko moje zdanie jest trafne. Inni zaś kierują się nielogicznymi przesłankami, bardzo często nastawionymi przeciwko mnie. Syndrom oblężonej twierdzy w relacjach międzyludzkich – ani to zdrowe, ani przydatne, ale trudno z tym walczyć.

Każdy list jest listem miłosnym.

Zmaga się z tym także nasza trójka. Miotając się między zajęciami, imprezami, dyskusjami o filozofii, religii, sensie życia i literaturze oraz próbując odnaleźć się w miłosnym tyglu studenckiego życia, próbuje znaleźć chociaż fragment stałego gruntu, na którym można oprzeć swoją przyszłość. Kochają się. Nienawidzą. Tolerują i nie znoszą. Życie kupiło im bilet na przejażdżkę emocjonalną kolejką górską, nie pytając ich o zdanie.

Intryga małżeńska jest dla mnie kolejnym dowodem na to, że prawdziwie ludzkie dramaty niekoniecznie związane są z katastrofalnymi wydarzeniami, wojną, biedą, czy zwycięstwem dobrej zmiany, ale znacznie częściej są intymną walką z własnymi uczuciami i moralnymi wyborami, przed jakimi staje się każdego dnia. Pod koniec życia nikt nie żałuje przecież, że zarobił za mało pieniędzy. Jeśli jednak został przez kogoś skrzywdzony lub sam taką krzywdę wyrządził, jeśli kochał, ale nie zawalczył o to uczucie, jeśli nie spełnił najskrytszego marzenia bojąc się, co ludzie powiedzą, to w jego sercu będzie tkwić to rozczarowanie niczym cierń. Boleśnie przypominając, że trzeba było postąpić inaczej.

Wówczas jednak jest już zdecydowanie za późno. Śpieszmy się kochać życie.

Maku ocenia: 4/5